czwartek, 28 lutego 2013

Otwarta aplikacja!

Wczoraj wieczorem koordynatorka bodajże z Warszawy powiedziała, że wysyła moją aplikację do Londynu i  możliwe, że będą potrzebowali mojego świadectwa z 2 klasy.
No a ja w styczniu zdałam do 3, także jakoś nie myślałam o świadectwie, nie wzięłam, nie pytałam ZAPOMNIAŁAM!
Miałam nadzieję, że nie będą potrzebowali, ale jakoś sama słabo w to wierzyłam, skoro koordynatorka napisała, że zazwyczaj wymagają świadectwa lub ocen, także otwarcie roomu przedłużyłoby się.
Mój room o 23 wczoraj już się zmienił od dotychszacowego wyglądu i wyglądał tak:
KLIK = POWIĘKSZENIE

Dziś o 12 nastąpiła zmiana wyglądu na:
TADAM!
Room otwarty, wszystko pięknie <3
jestem bardzo zadowolona i czekam na rodzinki :)

Dostałam także maila z widomością:
"Dear Agnieszka,
You have been accepted onto the Au Pair in America program.
Please log into the Au Pair in America website regularly to view any updates about your application. You will also find lots of useful information about matching with a host family and life in the US.
Please feel free to contact us with any questions and we hope to find you a great host family soon.
Kind regards,
Au Pair in America"
Z Gawo po wielu sprzeczkach w końcu uzyskałam aneks na lipiec - ufff.
Od tego momentu numeruję (pre)Matche od początku!

Dziękuję, do widzenia!

niedziela, 24 lutego 2013

Match 1/7 ROZMOWA SKYPE

Dlaczego 1/7
1- bo mam nowy filmik, nowy list - a moim zdaniem FILMIK to bardzo dużo, to ważna rzecz.
Jeszcze bardziej się przekonałam o tym teraz.
Mam inny, weselszy, orginalniejszy, przebieram się na nim i  jest krótszy.
Zawsze mówiłam, że trzeba się przebić przez te filmiki czymś orginalnym.
Jak wejdziecie gdzieś na stronkę z au pairkami to zobaczycie, że zazwyczaj są filmiki gdzie dziewczyny stoją, siedzą i mówią.
Bez obrazy dla nikogo, ale no takich filmików jest tysiące także przebić się jest ciężko :)
A wiadomo, ze lenistwo wygrywa i lepiej nagrać taki byle jaki filmik :D
Wiem coś o tym, bo pierwszy miałam właśnie taki, byle jaki :D


a 7 dlaczego? no bo to mój siódmy pre(match) w moim życiu, odkąd jestem w Gawo - czyli rok,
nie patrzcie na te liczby bo dłuuugo byłam bez filmiku, teraz i tak mam złą datę dostępności
a do tego gawo jakby chce ze mną zerwać umowę, także na pewno mnie nigdzie nie poleca rodzinkom,
na pewno nie pomaga mi znaleźć rodziny.

edit: Rodzinę znalazłam w agencji GAWO! (APC) - szok, co?
W APiA wciąż czekam na otwarcie roomu.
Także rodzina wygląda tak:
Potomac, Maryland

Dzieci:

5 Lata F


9 Miesięcy M

a do tego napisali w mailu, że się przeprowadzają do New Jersey albo Massachusetts,
także możliwe byłoby to, że przeprowadza się na totalne zapupie, także już pierwszy minus dla nich.
No i w moim roomie w Gawo widnieje data wyjazdu na marzec/kwiecień, a ja mogę jechać w lipcu, więc domyśliłam się, że chcą mnie wcześniej i że raczej do nich nie pojadę,
ale odważyłam się na
Pierwszą rozmowę na skype!
Stres oczywiście był, musiałam obok rodzicom włączyć TV, żeby nie było tak cicho :D
no i poszłooooooo...
W mailu Jessica napisała, że uważa że pierwsza rozmowa powinna odbyć się na spotkojnie, czyli bez dzieci :D

Jednak po odebraniu od nich skypa zobaczyłam małą dziewczynkę i jej mamę :)
Po chwili ukazał się też tatuś z bobaskiem - bardzo fajnie, że on też się pokazał, coś powiedział,
bo to zawsze matki się tym zajmują. :D
Ojcowie mają zazwyczaj wyjebane,
albo.... ufają na tyle kobiecemu instynktowi i powierzają wybranie au pairki właśnie kobietom :D

Powiedziała mi, że miała wcześnie au pair Polkę i że ją uwielbiają (KOCHAJĄ!),
ale miała dwa wypadki samochodowe w tym jeden z ich córką - 5 letnią dziewczynką.
Dlatego też wypytywali się mnie o moją jazdę autem, powiedziałam im w prost, że nie jeździłam jeszcze na autostradzie, ale jeżdże codziennie i teraz mamy w Polsce śnieg, więc jeżdżę w śniegu.

(Fu#k! Właśnie zdałam sobie sprawę, że w Gawo mam napisane, że jeździłam na autostradzie!)
W Gawo zakładałam aplikację rok temu, w APIA tydzień temu czy tam dwa, także tutaj miesza mi się,
nawet przy pytaniu o moje doświadczenie z dziećmi chciałam jej powiedzieć coś innego,
ale przypomniałam sobie, że jestem w GAWO :D
Bo w APIA mam więcej referencji :)

hm...
Pytała jeszcze czemu chcę pojechać do USA,
po tym jak powiedziałam jej że dużo podróżuję
po chwili zapytała czy wyjeżdżałam kiedyś z Polski :D
Generalnie internet nam przerywał trochę :<

Rozmowa nie trwała długo, bo 13 minut.
Czemu tyle?
No bo po zadaniu pytania " kiedy mogłabyś przyjechać, kiedy jesteś dostępna"
Odpowiedziałam, że czerwiec/lipiec, no to już obie wiedziałyśmy co się kroi :)
Powiedziała, że potrzebuje au pair na bardzo szybko.
i już po prostu nie było sensu rozmawiać i zakończyła rozmowę KOLEJNY raz mówiąc,
że moje video jest super :D

wtorek, 19 lutego 2013

Czekamy, czekamy...

19II2013r.
KLIK=POWIEKSZ
Pięknie to wygląda...
...ale to nie koniec jeszcze :<
bo teraz trzeba czekać na sprawdzenie roomu i uzbroić się w cierpliwość.
Dziś wysłałam wszystkie papierki do agencji. Mam nadzieję, że na początku marca będę miała już room.
Rodziny same się nie znajdą!


Wszystko dopięte na ostatni guzik.
Czekam na otwarcie roomu!

(mój) Przewidywany czas?
6 marzec 2013r

Bardzo mi się podoba  365 project i po wylocie do U.S.A.sama chciałabym takie coś stworzyć.
Miłego dnia Panowie i Panie :P
LUDZIE :D

czwartek, 14 lutego 2013

Interview APiA

Siema ziomeczku!
Wczoraj miało się odbyć moje interview z APiA.
Miało...
Niestety moja szczęśliwa passa chwilowo gdzieś się zagubiła i pech mnie dosięgnął.
Samochód mi padł -,- Nie zdążyłam ani po dokumenty pojechać ani na samo interview.
Jak zadzwoniłam do mojej konsultantki - Pauliny powiedziała, że we wtorek się spotkamy.
Aaaa jednak kłamała!
No... zmieniła zdanie :)
Spotkałyśmy się dzisiaj ofkors w Coffeheaven na wrocławskim rynku.

Jak wyglądało?
Pokazałam jej dokumenty, wszystko ładnie, pięknie, coś tam gadała, ale ja już wszystko wiedziałam :)
Przeszłyśmy na angielski.
W sumie jestem całkiem zadowolona z siebie, nie tak jak było w gawo ;o
Byłam dużo mniej zestresowana rozmową face to face, niż jak w gawo przez skype - dziwne, co? : D

Po angielsku rozmawiałyśmy z 10-20 minut, pojawiały się pytania takie jak:
Opowiedz o dzieciach którymi się zajmowałaś - wiek, imiona.
Opowiedz o tym co z nimi robiłaś, jakie były Twoje obowiązki.
Jak sobie wyobrażasz typowy dzień w U.S.
Wymień swoje wady i zalety.
no i tutaj, jak wymieniłam swoje zalety to przeszła do kolejnych pytań, także jestem bez WAD : D
Takie spoko pytania ;)
W gawo trochę mnie przytłoczyła lawina tych pytań, ale tutaj dałam sobie radę pięknie :)

Po rozmowie po angielsku musiałam wypełnić test psychologiczny na jej super małym komputerku,
jeszcze do tego myszka nie chciała działać i musiała włączać i wyłączać netbooka z 10 razy zanim zaczął działać : D
Test miał trwać 30 min, ale że  myszka mi słaaabo działała to przedłużyła mi o kilka minut :)
btw. ten test był okropny!

Wrażenia?
Jak najbardziej pozytywne. Naprawdę czuję się pewnie w tej agencji i wiem, że wyjadę.
aż się boję tego ;x przez rok czasu "broniłam" się przed wyjazdem a tu proszę.
Biorę tę agencję jak najbardziej na poważnie, jeszcze bardziej poważnie!

a teraz mała lekcja, jako że lubię być perfekcjonistką to:

Prematch - kiedy rodzina pojawia nam się na roomie, rozmawiamy z nią, "badamy"
match - już zaakceptowaliśmy, "zaklepaliśmy" się z rodzinką - to do nich jedziemy!
perfect match - jesteśmy już na miejscu i nasza rodzinka w realnym świecie okazuje się PERFECT!

niedziela, 10 lutego 2013

Moje au pairowanie

Pisałam wam już jakiś czas temu, że jeżeli nie wyjadę do lutego/stycznia to zostaję i pisze maturę.
Tadam te słowa się ziściły.
Wyjeżdżam w lipcu. Moja pierwsza data wylotu to 1lipiec, choć oczywiście mogę polecieć 8 lipca razem z Domi :D

Z tego powodu jaki wyżej napisałam chciałam zmienić datę wyjazdu w GAWO, niestety nie pozwolili mi...
Byłam zła...
Mało powiedziane...
ale co mogę zrobić?
To moja wina, dalej jak najbardziej polecam GAWO, tylko nie ma się co dziwić, jak ktoś ma od roku umowę a jeszcze nie wyjechał...


Zapisałam się do APiA, podliczają koszty tej agencji i Cultural Care wyszło taniej,
wygląda to tak:

APiA: program 1390zł 

Ceny poszczególnych pakietów ubezpieczeniowych są następujące:
Basic Plan - 0 PLN (w cenie programu)
Travel & Sports Package (A)–   515 PLN
Medical Upgrade (B) -    875 PLN
Travel & Sports (A) + Medical (B)  -    1280 PLN 
Suma sumarum: 2670zł - wybierając najdroższe ubezpieczenie

CC:
Program: 1990zł
ubezpieczenie rozszerzone: 1900zł
Sposoby obniżenia kosztów programu:

"Chcesz zostać au pair ale zastanawiasz się jak możesz zmniejszyć koszt wyjazdu? Złóż aplikację w 2 tygodnie od spotkania informacyjnego a otrzymasz zniżkę 20% opłaty programowej!
Co więcej, osoby które mają doświadczenie w opiece nad dziećmi poniżej 2 roku życia spoza rodziny i chcą się opiekować dziećmi w tym wieku w USA otrzymują 300zł zniżki na opłacie programowej.Dodatkowo możesz pracować jako nasz ambasador, napisz do nas lub zadzwoń a opowiemy Ci na czym polega ta praca. Chcieć to móc - weź los w swoje ręce i wyjedź jako au pair!"
Suma sumarum:  3200zł - po skorzystaniu ze wszystkich zniżek!
Agencje oferują takie same rzeczy, także wybieram tańszą! 
A do tego w APiA można mieć kilka rodzinek jednocześnie na roomie.

Uważam, że 2700zł, czy nawet  5000zł
za rok (lub dwa) pobytu w USA z przelotem, wyżywieniem, spaniem i kieszonkowym się mega opłaca!
i wcale to nie dużo!
Normalnie wyszłoby ze 100 razy drożej ;x

Wszystko wypełnione! Nowe! Piękne! Kolorowe!
Nowy list do rodziny CHECKED
Nowy filmik   CHECKED
Nowe referencje ( więcej ) CHECKED
Nowy wiek  CHECKED
Nowa długość prawa jazdy CHECKED

Nowy wiek, bo o rok starsza, rozważniejsza, odpowiedzialniejsza, mądrzejsza - yhmmm,jasne jasne

Nowa długość prawa jazdy, bo właśnie 20 lutego minie rok odkąd legalnie mogę poruszać się po drogach
Reszta chyba jasna :)

Interview z babeczką z agencji za kilka dni!

Jestem strasznie nakręcona głównie przez Sylwię :D
Tym razem musi się udać!
Boję się o tą maturę, czy zdążę wszystko zaliczyć do kwietnia i czy się dobrze przygotuję ;/
tak czy siak wyjadę w lipcu, wiem że jestem w pewnej agencji, że nie ma opcji, żeby nie znaleźli mi rodziny :D

Fajnie przechodzić ten cały proces jeszcze raz :)
Mam nadzieję, że tym razem interview będzie mniej stresowe!
Wish me good luck!

btw :
Obecnie programem VWP objęte są: Andora, Austria, Australia, Belgia, Brunei, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Niemcy, Węgry, Islandia, Irlandia, Włochy, Japonia, Łotwa, Liechtenstein, Litwa, Luksemburg, Malta, Monako, Holandia, Nowa Zelandia, Norwegia, Portugalia, San Marino, Singapur, Słowacja, Słowenia, Hiszpania, Korea Południowa, Szwecja, Szwajcaria i Wielka Brytania, a od niedawna także Grecja.
informacje ze strony KLIK
Czyli państwa którego ludzie nie muszą starać się o wizę, jeśli chcą wyjechać do U.S. na niedłużej niż 90 dni.
Brakuje w tym Polski :<

sobota, 9 lutego 2013

Mój Berlin part3


Siemano!
Widzę, że wchodzicie, ale moje notki są zamulające :<
zatem  już cały Berlin streszczę i opowiem jak tam moje sprawy z au pair- pozmieniało się dużo!

Dzień 4
29XII2012r.
Po dłuuuugich negocjacjach namówiliśmy - wraz z Shivamem - żeby Angie postawiła się raz mamie i była samodzielną kobitką i w ten sposób przebukowałyśmy bilety, które miałyśmy na następny dzień, aby wracać :D Niestety nie było tak łatwo zabookować bilet po Sylwestrze ;/

Hmmm chyba o 18:00, Shivam zaprosił nas na lody, oczywiście postawił nam :D
Kolejny dzień, kiedy spałyśmy niczym niedźwiedź swoim głębokim snem :D
Lody jadłyśmy w Galerii Arkaden - jakby ktoś nie wiedział we Wrocławiu jest galeria Arkady :D
Także trochę jak w domu :D
10 euro <czyt. juuuuro :D)

Po wszamaniu pysznych ( i drogich :P ) lodów dołączył do nas Sidi, ale na krótko byliśmy we czwórkę,
bo Shivam szybko uciekł od nas ;x
Jak to się mówi OBALILISMY piwsko i poszliśmy podensić (potańczyć :D) tam gdzie miał być nasz host ( Shivam:P).


Impreza na całego :D
Wstęp za 3e :<
Shivama tam nie było of kors, siedzieliśmy tam i densiliśmy ( tańczyliśmy, noo :D ) i w końcu przekonałyśmy się jaki jest Sidi.
Już nie był taki spontaniczny, krejzolski.
Na parkiecie kiedy tańczyłyśmy ciągle nas 'ochraniał'przed innymi facetami....
hm... nawet ciężko było żebyśmy z kimś pogadały ;o
Co chwile 'oznaczał' swóje dziewuszki, swój teren...
Czułam się jak jego własność czy coś...
Oczywiście żadna z nas o to nie prosiła i bardzo się powku#$^ałyśmy.
Jeden z Niemców powiedział, ze wygląda jakby chciał wszystkich rozpier#^&olić w tym klubie :D
a o Polkach?
Podtrzymał zdanie, że wszyscy uważają, że jesteśmy złodziejami, chociaż powiem wam, że spotkałyśmy wiele osób w tym Niemców i zaprzeczali temu stwierdzeniu.
Ostatnio w tv.
Jeden z jurowrów pyta niemca, który przedstawiał swój talent:
" Uważa Pan, że Polki są ładniejsze od Niemek?"
na to niemiec " Nie mogę tak mówić, uogólniać... "
Juror nie odpuszczał.....         Niemiec w końcu powiedział:
" Nie mogę powiedzieć, że Polski są ładniejsze od Niemek, bo to jest tak jakbym powiedział, że wszyscy Polacy kradną auta" :D

Wychodząc z klubu DJ zaprosił mnie na imprezę która miała być na następny dzień, powiedział że koszt 5e.
Jako, że nie miałyśmy już dużo kasy musiałam coś kombinować :D
Zaczęłam gadać, że to drogo, bla bla.On była zaskoczony, " no jak to drogo 5e? ;oooo"
No przecież ja to 20 złotówkami to się podcieram :D ale chyba zrozumiał jak powiedziałam, że jestem z Polski :D
Powiedział, że może dać mi tylko jedno zaproszenie i " write your name here"
i napisałam moje imię i nazwisko, zabrałam ulotkę i poszłyśmy :)
O 7 wróciliśmy do domu.
Dzwoniśmy do domofonu - Shivam nie odbiera,
dzwoniliśmy na telefon - Shivam nie odbiera...
Na całe szczęście miły Niemiec ( tak, istnieje coś takiego :D ), dozorca otworzył nam bramę
i zostawiając Sidiego za drzwiami weszłyśmy na górę.
Walenie, dzwonienie do drzwi nic nie pomogło...
Spałyśmy na klatce, na której było tak kur#$sko zimno, po jakimś czasie słyszałam jak ktoś chrapie piętro niżej :D
 Także nie byłyśmy same :D
Co 30 min dobijałyśmy się do drzwi mając nadzieję, że jest w środku... O 9 nam otworzył!
Byłyśmy wkurzone na maksa, położyłyśmy się do łóżka i tak spałyśmy do 16 ;x

Dzień 5
30XII2012
Wstałyśmy, umyłyśmy się, zjadłyśmy w kuchni i poszłyśmy się szykować do pokoju, a Shivama ani widu ani słychu!
Słuchy trochę było, bo słuchał muzki w swoim pokoju, ale  w ogóle się z nim nie spotkałyśmy tego dnia...
A potem... Wracając do kuchni patrzymy karteczka ' wyszedłem do kina, tutaj są klucze".
No to spoko ;x chyba był na nas zły albo zły że my złe albo zły, bo źle . whatever :D

Poszłyśmy na imprezę z ulotką od DJ i mapą metra - kierunek dzielnica Neukolln.
Dotarłyśmy.
Pani na bramce poprosiła o 5e, powiedziałam jej, że jestem na liście gości i nazywam się ( wybaczcie, ale muszę sfałszować swoje dane :D ) Agata Penkowska
Sprawdziła listę i mówi," tak jest Agata ( i w tym momencie to przekreśliła ) a tu obok jest jeszcze Penkowska" i w tym momencie pokazałam na Angie mówiąc " Tak, to ona - Penkowska".
i tak zbiłyśmy ogromną pione za ten wielki wyczyn :D i nie ogar tej kobietki :D

W klubie przelałyśmy naszą wiśniową barmańską do ciemnej butelki po piwie,
 żeby nie było że wnosimy swój alkohol :D - no... mówiłam, że żyłyśmy skromnie!:P
Szukałyśmy jakiegoś miejsca, żeby usadowić swoje dupki i nagle patrze,
że jest ziomek (z kolegą )z którym dzień wcześniej gadałam w klubie :D
i tak zaczeliśmy gadać... Chilloutować :D
Zaprosił nas na sylwestra, który był już na następny dzień a my nie miałyśmy planów!
Hm... WC - a "W" z Mcdonald's :D
Dzień 6 
31XII2013 SYLWESTER
Z Shivamem jakoś się dogadałyśmy, w ten dzień wrócił 'właściciel' naszego pokoju i musiałyśmy mu oznajmić, że zepsułyśmy mu karnisz :<
Benoo - bo tak ma na imię - okazał się jeszcze bardziej sympatyczny i zabawny niż Shivam,
nie przejął się zepsutym karniszem W OGÓLE, a wręcz przeciwnie - zaczął sobie robić zdjęcia na nasz wzór:D

i mimo, ze ten uroczy Benuś nas zapraszał do spędzenia wspólnie sylwestra my poszłyśmy do Ozkana - który nas dzień wcześniej zaprosił :)

Cały Berlin to jedna wielka fejerwerka!
Niektórzy ludzie byli naprawdę bezmyślni rzucając je ;x
Sylwester?
Mmm...
Wypadł super!
Angie się trochę zataczała, ale było super no i puścili na moje zamówienie PRODIGY :D

Dzień 7
1I2012   pt. " My debilki"
Do domu wróciłyśmy koło 11.
Już był czas kiedy odczuwałyśmy potrzebę powrotu do PRAWDZIWEGO domu.
Angie musiała okłamywać mame, zaraz miała sesje a my dalej w Berlinie i to bez biletów!
O 16 wyszłyśmy na autostradę - łapać stopa.
Okazało się, że autostrada jest w kierunku Neukolln, czyli tam gdzie byłyśmy dzień wcześniej :D
Wyszłyśmy z naszymi tobołami, na drogę zrobiłyśmy sobie naleśniki - same naleśniki, bez niczego :D
Znalazłyśmy autostradę, zaczęłyśmy iść wzdłuż niej, niemal obok aut...
Szłyśmy i szłyśmy chcąc dotrzeć na stację  benzynową...
Przeszłyśmy chyba... Kurde nie chce kłamać...
Mnie się wydaje, że to było ze 1000 km! ale możliwe, że  z 7 km - w jedną stronę!
Z bagażami ciężkimi, nasze torby tak porobiłyśmy, że zrobiłyśmy z nich plecaki.


Wyobrażacie to sobie? iść milion kilolometrów w lekkim deszczu z bagażami? Był taki moment, że musiałyśmy przejść przez autostradę! i to było straszne ;x
Kończąc ten 999 kilometr zaczęłyśmy się zastanawiać nad powrotem, no i tak zrobiłyśmy.
Byłyśmy już blisko zejścia z autostrady, prawie na naszym przystanku autobusowym!
kiedy nagle zobaczyłyśmy policję i to na sygnale ;x
Zatrzymali się koło nas i zabrali nas ze sobą... Chcieli nam dać mandat, ale my takie biedne! Miałyśmy 4 e przy sobie ( i 400zł :P ) i do tego z Polski... Uf.... Odpuścili :D ale za to spisali nas ;/
Angie - takie tam w policyjnym car'ze :D


iszem W OGÓLE, a wręcz 


Wykończone wróciłyśmy do domu Shivama chyba o 23 :<
i zaplanowałyśmy, że wrócimy na drugi dzień i wcześnie wyjdziemy z domu!

Dzień 8
02I2013
Tak też zrobiłyśmy... Hm.. niedokońca.
Ubrałyśmy się, spakowałyśmy i Benoo stwierdził, że poszuka nam powrotu na necie jakimś autem - carpooling etc.
Szukał, szukał i tak stwierdziłyśmy, że pojedziemy znowu na kolejny dzień Polskim Busem do Poznania a z Poznania już pociągiem do Wrocławia.
Resztę dnia spędziłyśmy z Sidim, wymieniłyśmy trochę pieniążków, zapaliłyśmy Shishę miło spędziłyśmy sobie czas :)

Dzień 9
03I2013r
Wstałysmy szybko na nasz autobus, który był o 9:30
Niestety wyszłyśmy za późno z domu.......
Kiedy dotarłysmy na miejsce przechodząc przez skrzyżowanie pan chamski ch*j ( kierowca naszego autokaru)
- poznałyśmy, bo polskiebusy są bardzo oznaczone swoją nazwą :))
pokazał nam jaki on jest bezradny i nie może się nigdzie zatrzymać na poboczu i... i tak nam pieniądze, bilety, czas, cierpliwość przepadły....
W Berlinie są dwa przystanki PolskiegoBusa...
Wiedziałysmy, że nie zdążymy... ale nadzieja matką głupich i pojechałyśmy ZNOWU na dzielnicę Neulkolln. - no kurde chyba była nam pisana!
Jak myślałyśmy tak było, autokar odjechał...
Miałyśmy pomysł łapania stopa, ale ciężko...
Nigdzie stacji benzynowych, niby czytałyśmy o takim miejscu w internecie gdzie najlepiej stać i łapać stopa, ale już byłyśmy wyczerpane...
Angie miała już przesrane w domu.
Miała pojechać na 4 dni, a byłyśmy już tam 9!
Mówiła swojej mamie, że ma bilety powrotne na 30 grudnia, a ich nie miała, musiała zmyślać, a jej sesja się zbliżała...

Ja ryczałam na maksa, bo zawiodłam mame, zawiodłam siebie, jestem niezorganizowana
i ku*wa nawet nie mogę przyjść punktualnie na autokar do Polski, który oczywuiście nie kosztuje 10 zł...
Tak, to ja i chcę być au pair w USA :x
Zadzwoniłam do mamy. Zarezerwowała nam bilety na 20:30 z lotniska, czyli gdzie aktualnie byłyśmy.
Te 10 godzin przesiedziałyśmy właśnie tam.
Nie mogłyśmy już zawalić...

Zmęczona całym dniem zamieniłam się w żula...
i W końcu wsiadłyśmy. Do autokaru do Poznania. i tak rozpoczął się
Dzień 10
4I2012
We Wrocławiu byłysmy o 5 rano.
i tak z naszej 4 dniowej wycieczki zrobiły się 10 dni.
Amen.


btw nie wiem czemu, nie robimy tego tak często we Wrocławiu, właściwie bardzo rzadko,
ale Berlin chilloutował nas codziennie a w dodatku ani razu nie zapłaciłyśmy za nic :D
no i jechałyśmy z chill outerem w policyjnej suce :D My to jesteśmy dobre :D


Palacze wybierający się do Niemiec - papierosy są cholernie drogie, bo po 5e!
My znalazłśmy alternatywę - cygaretki, ale musiałyśmy filtr obklejać bibułką,
 bo w innym wypadku na ustach zostawał obleśny smak :<
Zdjęcia zrobiliśmy w najstarszym automacie do robienia zdjęć w Berlionie
Shivam to też niezłe ziółko :D

Rybeńka 

bo knot nie lubi """sikać""" na 'mur' berliński?
piękny 'obraz' w domu Shivama :D

środa, 6 lutego 2013

Mój Berlin #2

Wczorajszy wieczór skończył się tak:
Z Shivamem 
a do tego piosenka Prodigy - Smack my bit#h up

a ciasto które "wczoraj" jadłyśmy nazywa się "kaiserschmarrn" choć, jak wpisuję to w google to nawet inaczej wygląda ;x

Dzień trzeci - jak się okazało jeden z najbardziej crejzolskich
28XII2012r.

Dzień jak co dzień - pobudka baaardzo późno...
Heloł? Jesteśmy w Berlinie a my tak długo w łóżku jesteśmy?
No niestety, nocne życie ma swoje wady :<

Dzień zaczął się indyjskim śniadaniem!
Robiłyśmy je z naszym hostem ( Shivamem )...
Było dość... ciekawe!

Najpierw robiło się takie kulki z masy jak na chleb, indyjski chleb :D
do środka pakowało się ziemniaki ( z czymś ??? ) i wałkowało się wałkiem of kors na dość płaskie ciasto.
Smażyliśmy owe placki a do tego Shivam przygotował jogurt z miętą.
( zdjęcia wrzucę w przyszłości )

Jak smakowało poznawanie indyjskiego jedzenia w Niemczech?
Smakowało mi! Tylko ten 'sos' z miętą ni w cholera mi ten nie pasował, więc go nie zjadłam.

W końcu najedzone wyszłyśmy z chałupy!

Spotkałyśmy się z człowiekiem z CS ( couchsurfing) , z  Sidim z Palestyny - hm... Właściwie nie ma takiego państwa Palestyna... Poznając go poznałam tak naprawdę problem tych ludzi.
Sidi został wyrzucony z 'kraju', był nikim.
Nie ma obywatelstwa, teraz mieszka w Berlinie i jeśli zgubi swój 'paszport' to... koniec z nim.
Dla niego podróż do Wielkiej Brytanii jest nierealna, musi się starać o obywatelstwo niemieckie.
Jego rodzice zostali w Palestynie i nawet nie może ich odwiedzić, nie może wrócić do swojego kraju.
Pokazywał mi wiele zdjęć jak to kobiety bronią swoich dzieci i stoją z karabinami, nagich mężczyzn wyprowadzanych przez żołnierzy.
To jest jedna strona medalu, a są oczywiście dwie.

Kontynuując...
Spotkałyśmy się z nim, poszłyśmy do centrum, Alexander platz etc.

Sidi zaprowadził nas do dwóch fabryk czekolady:
ale pyszna brama Brandenburska

Czekoladowy wulkan! Co jakieś 2 sekundy z góry spływała czekolada opływająca całą 'kopkę'
Wygląda apetycznie?
ALE NIE BYŁO! :<
na dole była oczywiście kartka PLEASE DON'T TOUCH, ale Sidi był tak spontaniczny 
( przekonacie się później ) i easygoing, że oczywiście wszyscy capneliśmy wulkan paluchem :D
No to tylko wystawa, nie postarali się ze smakiem, a może ta czekolada stoi tam już 5 lat ;D

Przenosimy się do fabryki tej oto firmy:

Sidi oczywiście się pytał, czy możemy wsadzić palucha i spróbować czekoladkę, ale NIEEEEEEEE powiedział pracownik czekoladka w czekoladowym sklepie oto i on:
Do roboty, czekolada sama się nie zrobi:D
Aguta <3 Angie
albo Angie <3 Aguta :D

Sidi to prawdziwy mężczyzna i postawił nam muffinki!
Jedliśmy z truskawkami, druga była z marcepanem a trzecia z orzechami.
MNIAM!

Po złożeniu zamówienia minęło sporo czasu zanim dostaliśmy muffinki i dlatego Sidi coś zabajerował Panią kelnereczkę i przyniosła nam z 15 malutkich czekoladek w ramach przeprosin :D tak się żyje w Berlinie
W końcu wyszliśmy i Angie spobie przypomniała, że musi skorzystać z toalety :D
Poszliśmy do Hilton hotel :D
Usiedliśmy na kanapie i siedzieliśmy z godzinę!


Z kanapy przenieślimy się do stolika i zapytani przez kelnerkę 
" Coś podać?" Sidi odpowiedział, że czekamy na kogoś :D

Wyszliśmy i gdzieś szliśmy, a gdzie to już nie pamiętam :D
Nagle stwierdziłam, że chciałabym zjeść jakiegoś owoca, weszliśmy do salonu MINI VANA
i Sidi wziął dla nas po jednym jabłku z 'recepcji' a właściwie kasy :D
Potem zaczęliśmy rozglądać się po salonie (były tam bluzki, ubrania, samochody, ROWERY:D )
Sidi jeździł w tym sklepie na rowerze i odwalał śmieszne rzeczy :D
ja byłam trochę nieśmiała aby tak wsiąść do samochodu i cyknąć sobie fotkę ( a do tego wszyscy wiemy jaką reputację mają polacy ;/)
a Sidi na to: Udawaj, że mnie nie znasz, nie mów po angielsku i wsiadaj!
Moje jabłuszko 
Wyszliśmy z salonu Mini vana a przed kolejnym sklepem stały pomarańcze, 
oczywiście nasz dżentelmen czmychnął jedną dla nas:)


Potem poszliśmy na mur Berliński i cały Charlie Checkpoint.

Potem zaprowadził nas na turecką dzielnice, weszłyśmy do sklepu i wziął dla nas suszone mango :D
Poszliśmy do Gorlice Park - nie wiem czy wiecie co tam się dzieje :D
Na każdej alejce stoją murzyni i sprzedają coś na chillout :DDDD
Bałabym się iść tamtędy sama, było ciemno, straszne 'łyse drzewa' i co chwilę gromady ludzi,
normalnie jak w NYC!
Oczywiście Sidi dokonał transakcji, która była dość nietypowa, ale udało się :D

To co się działo potem to był jeden wielki sen muahaha :D Bajka!
Tyle rzeczy widziałam ( inni ich nie widzieli :D ) :D Tyle śmiechu było!
Poszliśmy do restauracji arabskiej oczywiście zjeść coś, bo jakżeby inaczej ;>
ja i Angie miałyśmy taką faze, że głowa boli :D
ja co chwile miałam buzię pełną jedzenia i zaczynałam parskać śmiechem i jedzenie było wszędzie - głównie na Sidim.
Przez to wszystko nie moglam mówić po angielski ;x
Najlepszy tekst, z którego smieję się do dziś to " This woman is the beautifist in the world"
OMG! Widzicie, czasem chilloutowanie źle wpływa!
aż się zapomina angielskiego :D
Naprawdę taM była taaaaka piękna kelnerka <3
a potem zobaczyliśmy brzydkiego kelnera i już musiał zostać the most ugly :D
Nie było stołów, siedzieliśmy ' na podłodze' na poduchach - lubię to!
Podczas tych śmiechów i latającego jedzenia wszyscy ludzie się na nas patrzyli :D
Jakoś tak wyszło, że Sidi głaskał Angie po plecach i nagle zauważył
" O masz bliznę na plecach" i zaczął dzwonić do kogoś ( rozmawiając po arabsku ) a Angie wkręcona myslała, że dzwoni żeby ją porwać i wyrwać jej nerkę i chciała mu powiedzieć,
że TAK MAM BLIZNĘ, I JUŻ NIE MAM JEDNEJ NERKI - ZATEM NIE MUSISZ SIĘ FATYGOWAĆ 
haaaaha nie wiem w końcu czy to zrobiła czy nie, ja byłam w innym świecie :o




Stałam się muzułmanką








Szukałyśmy potem jakiejś imprezy, znaleźliśmy otwarte wino na ulicy ANANASOWE i zaczęłyśmy pić :D




A potem poszłyśmy gdzieś do knajpy, w kiblu spotkałyśmy niemko-polkę - myślałam, że to moja kuzynka i skończyłyśmy tak jak widać.


Ciężko tak naprawdę opisać wszystko co się działo!
Nie chcę tez pisać o najmniejszych szczegółach, które czasem były najzabawniejsze jak moje 'halucynacje' :D
Uwierzcie mi na słowo, że ten dzień był niesamowity!

sobota, 2 lutego 2013

Mój Berlin

Nie miałam komputera, dlatego przepraszam za przerwę!
Zanim zacznę, krótki wstęp:
Swój wyjazd traktuję poważnie, bo widziałam wiele i to nie jako turysta a raczej z punktu kogoś kto tam mieszka.
Opisuję szczegółowo, bo sama wiem co chciałabym przeczytać u Was.
Jeżeli komuś to nie odpowiada już możesz zamknąć tą stronę.
Zaczynamy!

26XII2012r.
Dzień pierwszy
Dziś cofając się do tego dnia i wiedząc co się stanie później łooo... Sama nie wiem co bym zrobiła :D
Dotarliśmy na dworzec z biletami zakupionymi za 80zł ( Wrocław -> Berlin )!
( Dla porównania Wrocław - Szczecin - blisko 400 km - około 50 zł a Wrocław- Berlin blkosko 350 km)
Dotarliśmy a nie dotarłyśmy, bo z nami był jeszcze mój chłopak, tzw. tragarz :D

Ja i Angie <czyt. endżi >( moje przyjaciółka ) wybierałyśmy się na podbój Berlina!
Jako, że ona miała spinę z mamą, obiecała mamie, że wróci 30XII2012r.
Poszłyśmy zatem kupić od razu we Wrocławiu bilety, żeby potem się o to nie martwić.
Pytamy o cenę.
SZOK!
Nie, jednak zostaniemy tam na zawsze...
Koszt biletu Berlin -> Wrocław?
Nie zgadniecie...
takie małe, niemal niewidoczne! 220zł 
No niestety... Angie musiała okłamać mamę " Tak mamo, bilety już kupiłam, wracam 30-go " :D
ale pieniądze były ważniejsze, no bo przecież z Berlina jest baaaaaardzo dużo środków transportu do Wrocławia, co nie?
Właśnie, że nie...
ale o tym później
Pociąg?
Ekskluzywny! Pierwszy raz takim ładnym jechałam! Wierzcie na słowo, ale ten pociąg po poklskich torach jechał!
Tak czy siak, my niezorganizowane nie wiedziałyśmy jak to dotrzeć z Dworca w Berlinie do 'naszego' lokum, domu.
Siostra moja szybko przesłała mi sms jak to dotrzeć, że trzeba iść przez
Miler Strase
Myler sztrasze
Muler Sztrase
a może Miler Straszy?

eh... też nie...
wychodząc na papierosa pani, która słyszała naszą gimnastykę językową nauczyła nas jednego:
Müllerstraße - haaa,  tak to się czyta! :P

Dalej nie wiesz jak czytać? Spoko, ja też nie ;x
tak w pociągu poznałyśmy kilka polaczków, gdyby nie Pan Polaczek to byśmy nigdy nie dotarły na tą Myler Sztrase!
Co z tego, że już na Utrechter strasse ( nasz cel ) poszłyśmy dwa razy na około, ale dotarłyśmy!
Z bagażami jedna 19 ( rzecz jasna JA )a druga 20 latka wczłapałyśmy się na CZWARTE piętro!
Drzwi były uchylone, trochę bałyśmy się tam wejść, no bo pierwszy raz na oczy zobaczymy tego człowieka,  no bo niewiadomo kto to jest, no bo jakoś tak dziwnie...*
korzystałyśmy z usług strony couchsurfing.org, czyli są to osoby rozproszone po całym świecie, które udostępniają siebie i swoją kanapę lub/i pokój zupełnie obcym osobom za zupełnie NIC, oczywiście z Polski wódka zawsze mile widziana :D
W końcu stanął w drzwiach!!! Wchodzimy, witamy się, wydaje się miły :>
Pokazał nam pokój...
WOOOOOOW jakie wieeeelkie łóżko! Jaaaaaaaaaaaaaaa ekstra!
Właściwie nasz pokój składał się z ... Łóżka :D
Nie było w nim nic więcej :D
no... była taka szafka o wysokości 30 cm na pierdoły :)
w złej jakości 'nasz' pokój 

A właściwie to zamieszczam tutaj plan 'naszego' mieszkania z Berlina, piszę o nim, bo chcę opisać swój pobyt tam dość szczegółowo i z pewnością się przyda :)

Kliknij na zdjęcie a się powiększy - MAGIC! 

dygrecja:  a właściwie można tu już coś powiedzieć o dziwnym położeniu kibelka w lewym górnym rogu...
Załatwiając swoje potrzeby można spoglądać przez okno, ptaszki, drzewka, chmurki,
ale równie dobrze ktoś może podglądać Ciebie ;P
Heeej nawet nie było firanki! Niiiiiiiiic! :<

Po odłożeniu bagaży do pokoju Shivam - nasz host - zabrał nas do kuchni, zrobił herbate a po chwili
wziął 3 kieliszki nalał magicznego bananowo - coś trunku i wydał polecenie:

"Wlejcie to do buzi, płuczcie przez 10 sek. - będę liczył! :P  połknijcie i zróbcie o taaaak " 
o taaaak oznacza niczym wyzionięcie ognia przez jakiego smoka! :D

i tak zrobiłyśmy, było to bardzo ciekawy powitalny drink dla couchsurferów i efekty ciekawe :)
 tak przy okazji Shivam z Indii i ma 28 lat, chyba to najbardziej porządane informacje ;>
Przywiozłyśmy mu wódkę, ja wzięłam ze sobą barmańską i myślałam, że wypijemy z nim, jednak wszystko potoczyło się inaczej niż planowałyśmy, ooo tak! Zupełnie inaczej :)

Shivam zaprosił nas na " hauseparty", okej!
Wzięłyśmy barmańską i poszliśmy, a właściwie też pojechaliśmy metrem.
Kupiłyśmy po  bilecie za 2.40 e!

Na 'imprezie' każdy był z innego państwa, także mówiliśmy po angielsku.
Cała ta 'impreza' okazała się posiadówką, więc szkoda było nam otwierać barmańską, bo przecież " w Dżermani bardzo drogo jest!"
Po wejściu do mieszkania, do jednego z pokoi bardzo się zdziwiłam.
Była kanapa i poduszki, aby siedzieć na podłodze - bardzo spodobał mi się ten pomysł!

Po podróży byłyśmy baaaardzo głodne, nagle zobaczyłyśmy, że gospodarz mówi o jedzeniu, który przygotował
Słyszałam słowa:
"meat", "vegetarian", "vegan", "meat"
Pomyślałam, że w jednytm rondlu jest wegetariańskie jedzenie a drugie normalne, MIĘSO!
Byłam w błędzie -,-
Jeszcze do tego Shivam nałożył mi dużo, Angie na szczęście nałożyła mniej 'bo nie wypada ' .Ufff ;x
Jedzenie było obleśne, obrzydliwe, prosto do kibelka, niesmaczne, distasteful...
Oczywiście z uśmiechem na twarzy udawałyśmy, że nam smakuje, a co  :D
W pewnym moemencie Angie powiedziała do mnie:
" Mmmm ale pyszne, moge już wyrzygać? :D"
Zaczęłyśmy się śmiać i w tym momencie gospodarz odwrócił się do nas i śmiał się razem z nami :D
To było NIE-MO-ŻLI-WE, byłyśmy tak zmarnowane, że śmiałyśmy się z tego z 5 godzin.
Dobra, dobra trochę mniej ;)
Shivam nam nalał wina, jako że nie lubię wina oczywiście oddałam Angie ;x
Nie wiem czy znacie to uczucie, kiedy jesteście zmęczone do takiego stopnia, że czujecie, że jesteście pijane :x
Reszte jedzenie wyrzuciłam w dość głupi sposób,
raczej wolicie tego nie słyszeć ;x  ale nikt nie ogarnął na szczęście :D
30 min później, kiedy już zaczęłyśmy się nudzić okazało się, że gospodarz jest DJ!
Uhuuhhuhu!
Niestety był gorszym DJ-em, niż najgorszy polski disko polo singer ;x
ale jedno w tym co robił było super...
Miał w pokoju pełno światełek, które migały w rytm jego muzyki! To było czaderskie!
Angie i gospodarz
Dzień drugi 
27XII2012r,
Wstałyśmy bardzo późno... i wyszłyśmy z domu dopiero po 16...
ale przed tym......
Nie obyło się bez porannego THE PRODIGY

A potem... chcąc odsłonić firankę w naszym pięknym pokoju... coś mi nie wyszło.
Spierdo*iło się!
Karnisz jeb*ął o ziemię!
Ch*j!
Haaa!
Próbowałyśmy go naprawić ;x
ale tylko pogarszałyśmy sprawę, bo zakładając go znowu na swoje miejsce po chwili spadał
aż w końcu jedna z części rozpierdo*liła się na 5 kawałków  ;x
ale za to jaki miałyśmy z tego ubaw!
Do tej pory jak widzę te zdjęcia to śmieję się jak szalona :D
Angie III Karniszowa
próba naprawy
Aguta III Karniszowa
Po tej 16 wyszłyśmy w końcu z domu.
Najpierw z Shivamem do sklepu po......
piwsko!

a potem już same....
...Szłyśmy w kierunku miasta, zobaczyć COŚ.
Po drodze widziałyśmy wielkieeeeeee muzeum, ale domyśliłyśmy się, że nie jest za darmo ;x
i za tanio zresztą też nie!
Zobaczyłyśmy Kościółek i wchodząc do niego usłyszałam dwie polki za nami idące.
Zagadałam do nich a po 5 minutach dały nam dwa bilety do wyżej wymienionego muzeum :D
Haaa tak się żyje w Berlinie!
Bilety kosztowały po 18e jeden, także zaoszczędziłyśmy dużo :)   ( strona muzeum )
Weszłyśmy i po 2 godzinach wyszłyśmy.
Nie... To powinno brzmieć tak:
Weszłyśmy, po 30 minutach ogarnęłyśmy, że można dostać słuchawki z przewodnikiem za darmo,
po założeniu słuchawek ekscytowałyśmy się, że jest też polski przewodnik.... i wyszłyśmy :D
oczywiście z słuchawkami!

Edward ze zmierzchu!
No i wyszłyśmy!
Szłyśmy piękną ulicą prowadzącą do Bramy Brandenburskiej.
eh... niestety zdjęcia nie oddały piękna oświetlonych drzewek...
Byłyśmy potwornie głodne!
Umówiłyśmy się z Shivamem na mieście i poszłyśmy z nim do pubu na 'super, extra ciasto'
i rzeczywiście takie było!
Była to taka... Papka, ale jaka przepyszna!
Nazwę próbuję sobie przypomnieć :)
Wypiłyśmy tam chyba najdroższe piwo ever!
Spędziłyśmy tam ładne kilka godzin, co można zobaczyć na tym zdjęciu:


< czyt. zmęczenie do n-tej potęgi >

Potem wróciłyśmy o późnej porze do domu, usiedliśmy w kuchni i był zielony chillout 
If you know what I mean ;>

W życiu nie żałuję niczego! :D

Reszta mojej wyprawy WKRÓTCE!