środa, 6 lutego 2013

Mój Berlin #2

Wczorajszy wieczór skończył się tak:
Z Shivamem 
a do tego piosenka Prodigy - Smack my bit#h up

a ciasto które "wczoraj" jadłyśmy nazywa się "kaiserschmarrn" choć, jak wpisuję to w google to nawet inaczej wygląda ;x

Dzień trzeci - jak się okazało jeden z najbardziej crejzolskich
28XII2012r.

Dzień jak co dzień - pobudka baaardzo późno...
Heloł? Jesteśmy w Berlinie a my tak długo w łóżku jesteśmy?
No niestety, nocne życie ma swoje wady :<

Dzień zaczął się indyjskim śniadaniem!
Robiłyśmy je z naszym hostem ( Shivamem )...
Było dość... ciekawe!

Najpierw robiło się takie kulki z masy jak na chleb, indyjski chleb :D
do środka pakowało się ziemniaki ( z czymś ??? ) i wałkowało się wałkiem of kors na dość płaskie ciasto.
Smażyliśmy owe placki a do tego Shivam przygotował jogurt z miętą.
( zdjęcia wrzucę w przyszłości )

Jak smakowało poznawanie indyjskiego jedzenia w Niemczech?
Smakowało mi! Tylko ten 'sos' z miętą ni w cholera mi ten nie pasował, więc go nie zjadłam.

W końcu najedzone wyszłyśmy z chałupy!

Spotkałyśmy się z człowiekiem z CS ( couchsurfing) , z  Sidim z Palestyny - hm... Właściwie nie ma takiego państwa Palestyna... Poznając go poznałam tak naprawdę problem tych ludzi.
Sidi został wyrzucony z 'kraju', był nikim.
Nie ma obywatelstwa, teraz mieszka w Berlinie i jeśli zgubi swój 'paszport' to... koniec z nim.
Dla niego podróż do Wielkiej Brytanii jest nierealna, musi się starać o obywatelstwo niemieckie.
Jego rodzice zostali w Palestynie i nawet nie może ich odwiedzić, nie może wrócić do swojego kraju.
Pokazywał mi wiele zdjęć jak to kobiety bronią swoich dzieci i stoją z karabinami, nagich mężczyzn wyprowadzanych przez żołnierzy.
To jest jedna strona medalu, a są oczywiście dwie.

Kontynuując...
Spotkałyśmy się z nim, poszłyśmy do centrum, Alexander platz etc.

Sidi zaprowadził nas do dwóch fabryk czekolady:
ale pyszna brama Brandenburska

Czekoladowy wulkan! Co jakieś 2 sekundy z góry spływała czekolada opływająca całą 'kopkę'
Wygląda apetycznie?
ALE NIE BYŁO! :<
na dole była oczywiście kartka PLEASE DON'T TOUCH, ale Sidi był tak spontaniczny 
( przekonacie się później ) i easygoing, że oczywiście wszyscy capneliśmy wulkan paluchem :D
No to tylko wystawa, nie postarali się ze smakiem, a może ta czekolada stoi tam już 5 lat ;D

Przenosimy się do fabryki tej oto firmy:

Sidi oczywiście się pytał, czy możemy wsadzić palucha i spróbować czekoladkę, ale NIEEEEEEEE powiedział pracownik czekoladka w czekoladowym sklepie oto i on:
Do roboty, czekolada sama się nie zrobi:D
Aguta <3 Angie
albo Angie <3 Aguta :D

Sidi to prawdziwy mężczyzna i postawił nam muffinki!
Jedliśmy z truskawkami, druga była z marcepanem a trzecia z orzechami.
MNIAM!

Po złożeniu zamówienia minęło sporo czasu zanim dostaliśmy muffinki i dlatego Sidi coś zabajerował Panią kelnereczkę i przyniosła nam z 15 malutkich czekoladek w ramach przeprosin :D tak się żyje w Berlinie
W końcu wyszliśmy i Angie spobie przypomniała, że musi skorzystać z toalety :D
Poszliśmy do Hilton hotel :D
Usiedliśmy na kanapie i siedzieliśmy z godzinę!


Z kanapy przenieślimy się do stolika i zapytani przez kelnerkę 
" Coś podać?" Sidi odpowiedział, że czekamy na kogoś :D

Wyszliśmy i gdzieś szliśmy, a gdzie to już nie pamiętam :D
Nagle stwierdziłam, że chciałabym zjeść jakiegoś owoca, weszliśmy do salonu MINI VANA
i Sidi wziął dla nas po jednym jabłku z 'recepcji' a właściwie kasy :D
Potem zaczęliśmy rozglądać się po salonie (były tam bluzki, ubrania, samochody, ROWERY:D )
Sidi jeździł w tym sklepie na rowerze i odwalał śmieszne rzeczy :D
ja byłam trochę nieśmiała aby tak wsiąść do samochodu i cyknąć sobie fotkę ( a do tego wszyscy wiemy jaką reputację mają polacy ;/)
a Sidi na to: Udawaj, że mnie nie znasz, nie mów po angielsku i wsiadaj!
Moje jabłuszko 
Wyszliśmy z salonu Mini vana a przed kolejnym sklepem stały pomarańcze, 
oczywiście nasz dżentelmen czmychnął jedną dla nas:)


Potem poszliśmy na mur Berliński i cały Charlie Checkpoint.

Potem zaprowadził nas na turecką dzielnice, weszłyśmy do sklepu i wziął dla nas suszone mango :D
Poszliśmy do Gorlice Park - nie wiem czy wiecie co tam się dzieje :D
Na każdej alejce stoją murzyni i sprzedają coś na chillout :DDDD
Bałabym się iść tamtędy sama, było ciemno, straszne 'łyse drzewa' i co chwilę gromady ludzi,
normalnie jak w NYC!
Oczywiście Sidi dokonał transakcji, która była dość nietypowa, ale udało się :D

To co się działo potem to był jeden wielki sen muahaha :D Bajka!
Tyle rzeczy widziałam ( inni ich nie widzieli :D ) :D Tyle śmiechu było!
Poszliśmy do restauracji arabskiej oczywiście zjeść coś, bo jakżeby inaczej ;>
ja i Angie miałyśmy taką faze, że głowa boli :D
ja co chwile miałam buzię pełną jedzenia i zaczynałam parskać śmiechem i jedzenie było wszędzie - głównie na Sidim.
Przez to wszystko nie moglam mówić po angielski ;x
Najlepszy tekst, z którego smieję się do dziś to " This woman is the beautifist in the world"
OMG! Widzicie, czasem chilloutowanie źle wpływa!
aż się zapomina angielskiego :D
Naprawdę taM była taaaaka piękna kelnerka <3
a potem zobaczyliśmy brzydkiego kelnera i już musiał zostać the most ugly :D
Nie było stołów, siedzieliśmy ' na podłodze' na poduchach - lubię to!
Podczas tych śmiechów i latającego jedzenia wszyscy ludzie się na nas patrzyli :D
Jakoś tak wyszło, że Sidi głaskał Angie po plecach i nagle zauważył
" O masz bliznę na plecach" i zaczął dzwonić do kogoś ( rozmawiając po arabsku ) a Angie wkręcona myslała, że dzwoni żeby ją porwać i wyrwać jej nerkę i chciała mu powiedzieć,
że TAK MAM BLIZNĘ, I JUŻ NIE MAM JEDNEJ NERKI - ZATEM NIE MUSISZ SIĘ FATYGOWAĆ 
haaaaha nie wiem w końcu czy to zrobiła czy nie, ja byłam w innym świecie :o




Stałam się muzułmanką








Szukałyśmy potem jakiejś imprezy, znaleźliśmy otwarte wino na ulicy ANANASOWE i zaczęłyśmy pić :D




A potem poszłyśmy gdzieś do knajpy, w kiblu spotkałyśmy niemko-polkę - myślałam, że to moja kuzynka i skończyłyśmy tak jak widać.


Ciężko tak naprawdę opisać wszystko co się działo!
Nie chcę tez pisać o najmniejszych szczegółach, które czasem były najzabawniejsze jak moje 'halucynacje' :D
Uwierzcie mi na słowo, że ten dzień był niesamowity!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cześć!
Podpiszesz się? :)